Polska Amazonka, czyli spływ Rospudą!

Ledwo wróciłem z krakowskich skałek, a już trzeba się było pakować na kajaki. Razem z moim serdecznym przyjacielem Marcinem wyruszyliśmy ku kolejnej przygodzie. W dzisiejszym wpisie, postanowiłem porzucić koncepcję opowiadania chronologicznego, na rzecz informacji praktycznych pomieszanych z moimi wrażeniami. Zobaczymy jak Wam się to spodoba.

Zapraszam!

SPRZĘT:

Wynajęliśmy kajak wyprawowy o dumnej nazwie: Perception Horizon expedition. Dwie komory wodoszczelne (po jednej z przodu i z tyłu), dwa miejsca na bagaże na górnej części kajaka, dodatkowo super lekkie wyprofilowane wiosła. WIem, brzmi jak reklama, jednak te wszystkie rzeczy ułatwiły nam życie. Mieliśmy dużo bagażu, więc mniejszy kajak nie wchodził w grę. Dodatkowo wypożyczyliśmy dwa nieprzemakalne worki. Koszt wszystkiego to około 420zł(kajak, worki i transport) za okres 4 dni.

Ze swoich rzeczy, mieliśmy namiot, śpiwory, karimaty, jedzenie, kuchenkę turystyczną itd.

TRASA:

Rospuda to rzeka o długości lekko ponad 100 km. My robiliśmy odcinek od jeziora Rospuda(przed Filipowem), aż do samego Augustowa. Precyzyjnie rzecz biorąc kończyliśmy na tzw. „Gołej Zośce”. Trasa przebiega przez jeziora polodowcowe, które są nad wyraz głębokie. Niski stan wody, powalone konary drzew, czy też łabędzie z młodymi zmuszają do częstego przenoszenia kajaka. Sytuacja w której, ktoś wysiada i przeciąga drugą osobę, zdarza się tak naprawdę co chwilę.  Przez cztery dni przepłynęliśmy około 70-75 km.

NATURA:

Czaple, łabędzie, kaczki, niezliczona ilość ciemnogranatowych lśniących ważek to tylko namiastka bogactwa przyrody z którą można zderzyć się na rzece. Rospuda jest po prostu DZIKA! Często trzeba płynąć rzeką o szerokości 80 cm. Po dwóch stronach są wtedy gęste zarośla, zwykle trzciny. My akurat spotykaliśmy bardzo mało ludzi po drodze, widocznie było poza sezonem. Czasami rzeczywiście można poczuć się jak w Amazonii. My i rzeka. Rzeka i my.
Ciekawostka: NIE BYŁO KOMARÓW!

NOCLEGI: 

Planowaliśmy spać na dziko. Dlatego mieliśmy ze sobą tyle bagażu. Dostaliśmy wcześniej ostrzeżenie, że nawet jeżeli rozbijemy namiot poza wyznaczonym polem namiotowym, to i tak o poranku właściciel ziemi przyjdzie nas „skasować”. Mimo wszystko zaryzykowaliśmy i cóż… Dwa pierwsze noclegi zrobiliśmy sobie na dziko, bez żadnego problemu. Trzeci(ostatni) nocleg spaliśmy na polu namiotowym, bo akurat nie mogliśmy znaleźć dogodnej miejscówki na dziko, także… Polecam spanie na dziko:)

KOSZTY:

Kajak(wraz z transportem, workami itd) – 420zł.

Jedzenie – około 150zł.(na pewno można taniej, ale sobie nie odmawialiśmy;) )

Pole namiotowe(jedna noc)- 20zł.

Parking(zostawialiśmy auto na 3 noce) – 15zł.

RAZEM: około 600zł.

Oczywiście należy wziąć pod uwagę jeszcze dwa aspekty:

  • cena rozbija się na dwie osoby.
  • nie wliczałem kosztu dojazdu do bazy kajakowej(paliwo, bilety itp).

WRAŻENIA:

Wypłynęliśmy popołudniu dnia pierwszego i popołudniu dnia czwartego dopłynęliśmy do Augustowa. W sumie 3 pełne dni pływania.

Taki spływ nie jest dla każdego. Wiosłowanie przez cały dzień potrafi człowieka naprawdę zmęczyć. Warto pomyśleć czy damy radę przepłynąć np 25 km dziennie. U nas było tak w sam raz, ale na codzień obaj uprawiamy sport. Mimo to na koniec dnia mięśnie piekły jak szalone.

Było cudownie. Dzikość przyrody, poczucie ciągłej przygody, przenoszenie kajaka. To wszystko zmiksowane smakuje pysznie. Można się wyciszyć, wymęczyć i po prostu odpocząć. O ile ktoś lubi aktywny sposób na odpoczynek. Kawa o poranku z kuchenki turystycznej, tost(o tej
samej porze) prosto z ogniska, czy też kąpiel w jeziorze dla ochłody. Mógłbym tak wymieniać bardzo długo. Takich prostych rzeczy, które mnie zachwycały, było mnóstwo!

PRZYGODY:

  1. Kiedy pierwszy raz używaliśmy kuchenki turystycznej to nam się cała zajęła ogniem 😀
  2. Wiedzieliśmy, że łabędzie z młodymi bywają niebezpieczne. Raz spotkaliśmy taką menażerię w miejscu gdzie rzeka była bardzo wąska. Zdecydowaliśmy się przenieść kajak przez trzciny. Muł był głęboki po uda. Wyobraźcie to sobie 🙂
  3. Na polu namiotowym(ostatni nocleg), zaczynało nam brakować zapasów, więc Marcin poszedł kupić od pana gospodarza tu cytuję „pół chleba i coś słodkiego”;)
  4. Trzeciego dnia złapała nas burza i znowuż przebieraliśmy się w kurtki przeciwdeszczowe po kolana w mule. Było super. 

PODSUMOWANIE:

Spływ Rospudą polecam każdemu. Niekoniecznie trzeba tak jak my płynąć z namiotem. Firm wynajmujących kajaki jest mnóstwo. Robią na przykład spływy jednodniowe. Inną alternatywą jest model spływu w której na miejsce kolejnych biwaków, bagaże przewozi organizator. Nieważne jaki sposób wybierzecie. Mamy w Polsce wspaniałe dzikie miejsce, nazywa się Rospuda!

Pan Wawrzyniec